HFM

artykulylista3

 

Rachel Barton-Pine – Skrzypaczka

62-64 03 2012 01Źycie artysty rzadko bywa usłane różami, choć nie zalicza się tego zawodu do niebezpiecznych. Może niesłusznie? Wypadek amerykańskiej skrzypaczki Rachel Barton-Pine najpewniej nigdy nie miałby miejsca, gdyby wybrała inną życiową pasję. Jednak to właśnie ona pomogła jej przeżyć i wrócić do kariery. W lutym odwiedziła Polskę.

Choć Rachel nie mówi po polsku, a w jej nazwisku nie sposób dostrzec związków z naszym krajem, jej korzenie tkwią nad Wisłą. Ciesząc się na odwiedziny Krakowa, Warszawy i Wrocławia wyznała, że jej pradziad nazywał się Dobrosz i w wieku nastoletnim wyemigrował do Ameryki. Tam zapragnął się jak najszybciej zasymilować, więc zabronił swoim dzieciom używać języka innego niż miejscowy. W ciągu jednego pokolenia rodzina odcięła się od polskości.

King Crimson – Krótki przewodnik pod ProjeKctach

86-88 04 2012 01Przez ponad cztery dekady King Crimson próbowano definiować na rozmaite sposoby. Chyba najlepsze określenie pochodzi od lidera formacji, Roberta Frippa: „King Crimson to nie zespół, a sposób robienia rzeczy”.

 

W dużej mierze już sam autor tej zgrabnej definicji wyraża istotę King Crimson. Fripp – wirtuoz, geniusz i ekscentryk – jest tak wyjątkowy, jak zespół, któremu przewodzi. Gdy inni gitarzyści w czasie koncertów szaleją w świetle reflektorów, on z poważną miną siedzi na krześle gdzieś z boku sceny lub wręcz schowany poza nią. Inspiracje czerpie raczej z awangardowego jazzu i klasyki niż z bluesa i rock’n’rolla.

Maurice André - Król był tylko jeden

82-85 04 2012 01Kiedyś na zrobionej własnoręcznie drewnianej rzeźbie wyrył słowa: „Dziękujemy. Choć nie jesteś już wśród nas, poprzez swoją sztukę stałeś się nieśmiertelny. Dlatego wciąż czujemy Twoją obecność”. Figurkę wykonał ku pamięci drogiego przyjaciela, genialnego flecisty Jeana Pierre’a Rampala. Dziś obaj mogą znów razem cieszyć się muzyką. Tym razem tą niebiańską.

 

Karierę i życie Maurice’a André w kilku trafnych słowach podsumował francuski kompozytor i pianista Jan Leontsky: „Są na świecie zwykłe ludzkie życia, ale są też powołania. Kariera André należy z pewnością do tej drugiej kategorii. Stwórca dał mu do rąk dar muzyki, ojciec dał trąbkę, a kopalnia siłę i moralne wartości. Leon Barthelemy zobaczył w młodzieńcu wielki talent, Raymond Sabarich wszystkiego go nauczył, a żona Liliane wspierała dzielnie przez całe dorosłe życie. To właśnie nazywa się przeznaczeniem, drogą ku światłu. Bez niego nie może zaistnieć żaden geniusz. Praca to nie wszystko, wmieszać musi się także Stwórca”.

Zbigniew Wegehaupt - Wege

80-81 04 2012 0118 grudnia 2011 w warszawskim klubie Capitol odbył się specjalny koncert „Gramy dla Zbyszka”. Pojawiła się na nim niemal cała polska jazzowa ekstraklasa. Chętnych do zagrania było tak wielu, że dla wszystkich zabrakło czasu. Mimo to cała impreza przerodziła się w wielogodzinny maraton. Wszystko to dla Zbigniewa Wegehaupta wybitnego kontrabasisty, kompozytora, lidera i dobrego człowieka.

 

Kulminacyjny punkt koncertu stanowiła przekazywana przez głośniki rozmowa telefoniczna ze Zbyszkiem, który przebywał wówczas w szpitalu po operacji wszczepienia by-passów. Niestety, jego głos dla większości z obecnych zabrzmiał wówczas po raz ostatni.

TAAB2 - Ian Anderson powraca

70-72 05 2012 01„Jedziecie przez pola, robiąc brudne interesy, a wasi mędrcy nie wiedzą, jak to jest, czuć się głupim jak but”.

 

Tajemniczy skrót „TAAB2” to nic innego jak „Thick As A Brick 2” – tytuł drugiej części albumu Jethro Tull z 1972 roku. Niektórzy mogą upierać się, że przewyższa go młodszy o rok „Aqualung” (1971), ale nie podejmuję się rozstrzygać tej kwestii. Artystyczny poziom obu projektów jest zbliżony, choć na pewno stylistycznie się różnią i mają inną wymowę. A skoro rok temu „Aqualung” doczekał się luksusowego wznowienia, to musiała przyjść kolej na „Thick As A Brick”. Obchody 40. rocznicy urodzin krążka są szczególnie uroczyste.

George Russell

66-68 05 2012 01Uważano go za wizjonera, odkrywcę nowych przestrzeni dla jazzu, wybitnego kompozytora, czołowego teoretyka i wytrawnego pedagoga. Jednak uznanie, jakim się cieszył w swoim środowisku, nie przekładało się na popularność jego sztuki w tzw. szerokich kręgach.

 

Dziś, trzy lata po jego śmierci, sytuacja nie uległa zmianie – muzyka Russella jest prawie nieobecna w „oficjalnym” obiegu. Jego płyt nie widać w salonach muzycznych; nikt nie wykonuje jego utworów. Pozostaje zagadką, dlaczego o Russella nie upomniało się kino – jego kompozycje big-bandowe („Vertical Form VI”, „Living Time”) przewyższają oryginalnością i kunsztem partytury znanych twórców wywodzących się z jazzu – Lalo Schifrina czy Olivera Nelsona.