HFM

artykulylista3

 

Why Pink Floyd...?

97 11 2011 01Pink Floyd powstał w angielskim Cambridge w 1965 roku. Gdy dwa lata później muzycy rozpoczynali współpracę z EMI, nie mogli nawet marzyć o 200 milionach sprzedanych płyt i tytule legendy rocka. Dziś niemal każde ich nagranie stanowi nie tylko kamień milowy w historii grupy, lecz również w historii gatunku, który współtworzyli.

Gdyby zsumować wszystkie sprzedane przez Pink Floyd płyty, okazałoby się, że którąś z nich ma na półce dwóch na trzech Amerykanów albo niemal połowa wszystkich mieszkańców krajów Unii Europejskiej lub praktycznie każdy Brazylijczyk. Obecni na rynku muzycznym od z górą czterdziestu lat, wyznaczyli najsłynniejsze szlaki rozwoju rocka na świecie. Mimo takiego dorobku i popularności Pink Floydzi nadaj szukają nowych odbiorców swojej muzyki, a wiernym fanom chcą dać od siebie coś więcej. Doceniając długoletnią współpracę, koncern EMI

Wielka piątka cz. 2

88-93 11 2011 03W czerwcowym wydaniu przedstawiliśmy sylwetkę najstarszej i najbardziej utytułowanej amerykańskiej orkiestry, należącej do „wielkiej piątki”. Dziś czas przybliżyć pozostałe cztery.

Boston Symphony Orchestra
W 1881 roku Boston Symphony Orchestrę założył Henry Lee Higginson, znany amerykański przedsiębiorca i filantrop. Jej pierwszym dyrygentem został Georg Henschel – ceniony baryton, który chętnie sięgał także po batutę. Henschel przez długie lata przyjaźnił się z Brahmsem. Gdy objął szefostwo młodego zespołu, postanowił wprowadzić w nim nowatorskie ustawienie pulpitów instrumentów. Plany wysłał Brahmsowi, który w liście z listopada 1881 wyraził dla nich pełną aprobatę.

Offenbachiada

84-86 01 2012 03W głębokim PRL-u, w czasach największych sukcesów polskiego narciarstwa alpejskiego, związanych z karierą Andrzeja Bachledy, krążył dowcip: „Jakich znasz kompozytorów? Bacha, Offenbacha i Bachledę”.

 

W powszechnej świadomości Jakub Offenbach jest przedstawicielem muzyki „mniej poważnej”; twórcą operetek, a operetkowość to synonim kiczu, infantylizmu i obciachu. Sporo w tym racji, ale arcydzieła gatunku to po prostu świetne kompozycje, stawiające wykonawcom najwyższe wymagania, a Offenbach jest niekwestionowanym twórcą arcydzieł – klasykiem operetki. W dziedzinie opery też okazał się mistrzem – jako autor „Opowieści Hoffmanna”. Ma i inne osiągnięcia.

Żywoty rockowych idoli

82-83 01 2012 01Autobiografie muzyków rockowych stanowią porcję solidnej rozrywki i dostarczają informacji o życiu idoli. A co ważniejsze, budują legendę rock and rolla.

 

Dziewięć z dziesięciu pozycji na grudniowej liście bestsellerów Empiku to literatura faktu. Książka kucharska, reportaż, zapisy rozmów, felietony i autobiografie. W Polsce, podobnie jak w USA, sprzedaż książek „non-fiction”, zwłaszcza autobiografii, staje się dochodowym interesem. Zazwyczaj kalkulacja jest prosta: im bardziej popularny autor, tym więcej osób kupi książkę, w której opisuje swoje życie. W efekcie po pióra sięgają wszyscy „znani”: politycy, biznesmeni, sportowcy, ludzie mediów i, oczywiście, muzycy rockowi. Ci ostatni robią to na tyle często, że chyba można się pokusić o wyróżnienie specyficznego podgatunku literackiego – „rockowej autobiografii”.

Muzyczne biografie na srebrnym ekranie

78-80 02 2012 01W styczniowym wywiadzie dla „L.A. Times” sir Elton John powiedział parę słów na temat swojej powstającej filmowej biografii. Wprawdzie zastrzegł, że oficjalne informacje i szczegóły projektu zostaną ogłoszone wkrótce, ale już wiadomo, że autorem scenariusza jest Lee Hall, twórca uznanego filmu „Billy Elliot”. Obraz ma być utrzymany w surrealistycznej stylistyce oraz manierze „Moulin Rouge” i opowiadać historię życia muzyka aż do roku 1990, kiedy to trafił na odwyk. Na razie nie wiadomo, kto zagra autora nieśmiertelnego „Rocket Mana”, ale on sam mówi, że na szczycie jego „listy marzeń” znajduje się Justin Timberlake.

Szymborska, koloratura i jazz

89-91 04 2012 01Kiedy w 1995 zmarł dziennikarz Andrzej Woyciechowski, założyciel Radia Zet, a w czasie jego pogrzebu na warszawskich Powązkach z głośników rozbrzmiewały piosenki francuskie, powszechne były głosy oburzenia. Siedemnaście lat później, 9 lutego 2012, nie wzbudziła już większych kontrowersji oprawa muzyczna uroczystości żałobnych Wisławy Szymborskiej w Krakowie. Signum temporis.

Noblistka starannie zadysponowała tą stroną swego świeckiego pogrzebu. Nie życzyła sobie repertuaru kojarzonego z ceremoniałem kościelnym, typu „Marsz żałobny” i Preludium c-moll Chopina, „Requiem” Mozarta czy pieśni „Anielski orszak”. Na cmentarzu odtwarzano piosenki Elli Fitzgerald, ulubionej wokalistki Szymborskiej. Wcześniej, w samo południe, z wieży Kościoła Mariackiego zamiast hejnału rozległa się melodia piosenki „Nic dwa razy się nie zdarza”, jednego z evergreenów polskiej muzyki rozrywkowej, skomponowanego do wiersza Poetki. Zagrał Marian Magiera, pierwszy trębacz orkiestry Capella Cracoviensis.