HFM

artykulylista3

 

Krytyka sukcesu

91-93 10 2010 02Polska kultura muzyczna stopniowo się zmienia. Budują się nowe filharmonie i teatry operowe. Nowe oblicze zyskują muzea, a na afiszach koncertowych przybywa słynnych nazwisk. Szczęśliwi i dumni ze zmian, nie popadajmy jednak w euforię, bowiem to, co początkowo piękne i cenne, może któregoś dnia stać się przyczyną zażenowania.

Wielokrotnie wyrażałem swoje zadowolenie z drogi, na którą w ostatnich latach wstąpiła polska kultura muzyczna. Dziś przyszła jednak pora na racjonalną refleksję i krytyczne podsumowanie. Jak się okazuje, nie wszystko złoto, co się świeci, a projekty, które w założeniu miały być powodem do dumy, coraz częściej wprawiają w zakłopotanie.

O miłości rocka do klasyki

111-113 12 2010 01Od lat twórcy rocka tyleż uparcie co bezskutecznie starają się wkraść w łaski świata muzyki klasycznej.

 

W połowie lat 50. XX wieku rock and roll ukształtował się już w pełnej krasie: miał swoją strukturę, instrumentarium, gwiazdy i przeboje. Miał też własną buntowniczość i wyraźną tożsamość, którą trudno wyrazić prościej niż tytułem piosenki Chucka Berry’ego „Roll Over Beethoven” („Beethovenie, usuń się”). Chociaż Berry prawdopodobnie napisał tę piosenkę, by wyrazić frustrację spowodowaną okupowaniem domowego fortepianu przez ogrywającą utwory Beethovena siostrę, chwytliwe hasło zabrzmiało jak pokoleniowy manifest. A jednak ta zuchwała zaczepka młodziutkiego rock’n’rolla butnie rzucona klasyce nie okazała się stałym wyznacznikiem gatunku.

Magia rockowych doppelgängerów

85-87 02 2011 01Wiele klasycznych zespołów rockowych kończy działalność. Wzrasta za to liczba „cover” i „tribute bandów”, mających zapełnić lukę po nich.

Koncerty Pink Floyd, promujące w latach 1980-81 płytę "The Wall" zaczynały się intrygująco. Przemówienie konferansjera zapowiadającego spektakl było nagle przerywane i przy efektownej grze świateł rozentuzjazmowanej publiczności objawiał się na scenie zespół serwujący hardrockowe (jak na standardy Floydów) pierwsze takty piosenki „In the Flesh?”.
Ale już sam tytuł kompozycji („We własnej osobie?”) zdradzał, że nie wszystko może być takie, jakim się wydaje. I rzeczywiście – to nie muzycy Pink Floyd ukazywali się swoim fanom, a zupełnie inny zespół, ubrany w maski z twarzami Watersa, Gilmoura, Masona i Wrighta.

Złota era teledysków

80-83 03 2011 01Przez 30 lat emisji muzycznych teledysków MTV zmieniło rynek telewizyjny, muzyczny i filmowy.

Jak przystało na rewolucję i ta, zapoczątkowana przez amerykańską telewizję 1 sierpnia 1981, zaczęła się od manifestu. Albo raczej czegoś na kształt manifestu, przybranego w nietypową formę. Jeszcze przed północą ostatniego dnia lipca na kanale, na którym niebawem zagościł regularny program MTV, puszczono kilkunastominutowy film z przygotowań do startu promu kosmicznego: baza w Houston pełna naziemnych techników, ostatnie testy, odliczanie, w końcu start rakiety (przed chwilą była jeszcze promem kosmicznym, ale kto by sobie zawracał tym głowę). I już po północy – ujęcia kosmonauty stawiającego pierwsze kroki na Księżycu i pozującego do zdjęć obok wbitej w powierzchnię srebrnego globu flagi. Na niej, zamiast gwiazd i biało-czerwonych pasów, animowane, skrzące się kolorami logo MTV. Rozlega się rockowa muzyka, a głos zza kadru obwieszcza: „Ladies and gentlemen, rock and roll”!

Synestezja

99-101 04 2011 03Każdy meloman wie, jak porusza ukochana muzyka. A jak by na niego działała, gdyby był w stanie doświadczyć jej nie tylko słuchem?

Sugestywną grą wrażeń kończył słynny sonet „Oddźwięki” Charles Baudelaire: „Są aromaty świeże jak ciała dziecinne, / Dźwięczne i niby łąki zielone; są inne / Bogate i zepsute, silne, triumfalne, / Które się rozlewają w światy idealne” (tłum. A. Lange).
Francuski poeta, kojarząc ze sobą doznania odbierane przez różne zmysły – zapach, dźwięk i kolor – posłużył się środkiem stylistycznym zwanym synestezją. Figurę tę stosowano w poezji od wieków, tak jak wcześniej próbowano łączyć ze sobą oddziaływania kilku sztuk. To jednak dopiero Baudelaire i naśladowcy jego stylu z XIX i XX wieku rozkochali się w synestezji i mieszaniu zmysłów.

Kino, muzyka, instrumenty

94-98 04 2011 01W „HFiM 4/2009” zamieściliśmy esej „Sceny muzyczne – muzyczne spojrzenie na kino polskie” – impresje o kilku polskich filmach z lat 1957-74, w których muzyka stawała się czasem uczestnikiem akcji.

Teraz pora na kino światowe i spojrzenie pod trochę innym kątem – instrumentów muzycznych, obecnych na ekranie, wydających dźwięki i uczestniczących w akcji. „Fortepian”, „Pianistka”, „Pianista”, „Purpurowe skrzypce”, „Blaszany bębenek”... powoływanie się na te tytuły byłoby zbyt oczywiste. Poszukajmy przykładów, które mogą Czytelników zaskoczyć. Te filmy warto obejrzeć nie tylko dla ich treści muzycznej.