HFM

artykulylista3

 

Magia rockowych doppelgängerów

85-87 02 2011 01Wiele klasycznych zespołów rockowych kończy działalność. Wzrasta za to liczba „cover” i „tribute bandów”, mających zapełnić lukę po nich.

Koncerty Pink Floyd, promujące w latach 1980-81 płytę "The Wall" zaczynały się intrygująco. Przemówienie konferansjera zapowiadającego spektakl było nagle przerywane i przy efektownej grze świateł rozentuzjazmowanej publiczności objawiał się na scenie zespół serwujący hardrockowe (jak na standardy Floydów) pierwsze takty piosenki „In the Flesh?”.
Ale już sam tytuł kompozycji („We własnej osobie?”) zdradzał, że nie wszystko może być takie, jakim się wydaje. I rzeczywiście – to nie muzycy Pink Floyd ukazywali się swoim fanom, a zupełnie inny zespół, ubrany w maski z twarzami Watersa, Gilmoura, Masona i Wrighta.

Złota era teledysków

80-83 03 2011 01Przez 30 lat emisji muzycznych teledysków MTV zmieniło rynek telewizyjny, muzyczny i filmowy.

Jak przystało na rewolucję i ta, zapoczątkowana przez amerykańską telewizję 1 sierpnia 1981, zaczęła się od manifestu. Albo raczej czegoś na kształt manifestu, przybranego w nietypową formę. Jeszcze przed północą ostatniego dnia lipca na kanale, na którym niebawem zagościł regularny program MTV, puszczono kilkunastominutowy film z przygotowań do startu promu kosmicznego: baza w Houston pełna naziemnych techników, ostatnie testy, odliczanie, w końcu start rakiety (przed chwilą była jeszcze promem kosmicznym, ale kto by sobie zawracał tym głowę). I już po północy – ujęcia kosmonauty stawiającego pierwsze kroki na Księżycu i pozującego do zdjęć obok wbitej w powierzchnię srebrnego globu flagi. Na niej, zamiast gwiazd i biało-czerwonych pasów, animowane, skrzące się kolorami logo MTV. Rozlega się rockowa muzyka, a głos zza kadru obwieszcza: „Ladies and gentlemen, rock and roll”!

Synestezja

99-101 04 2011 03Każdy meloman wie, jak porusza ukochana muzyka. A jak by na niego działała, gdyby był w stanie doświadczyć jej nie tylko słuchem?

Sugestywną grą wrażeń kończył słynny sonet „Oddźwięki” Charles Baudelaire: „Są aromaty świeże jak ciała dziecinne, / Dźwięczne i niby łąki zielone; są inne / Bogate i zepsute, silne, triumfalne, / Które się rozlewają w światy idealne” (tłum. A. Lange).
Francuski poeta, kojarząc ze sobą doznania odbierane przez różne zmysły – zapach, dźwięk i kolor – posłużył się środkiem stylistycznym zwanym synestezją. Figurę tę stosowano w poezji od wieków, tak jak wcześniej próbowano łączyć ze sobą oddziaływania kilku sztuk. To jednak dopiero Baudelaire i naśladowcy jego stylu z XIX i XX wieku rozkochali się w synestezji i mieszaniu zmysłów.

Kino, muzyka, instrumenty

94-98 04 2011 01W „HFiM 4/2009” zamieściliśmy esej „Sceny muzyczne – muzyczne spojrzenie na kino polskie” – impresje o kilku polskich filmach z lat 1957-74, w których muzyka stawała się czasem uczestnikiem akcji.

Teraz pora na kino światowe i spojrzenie pod trochę innym kątem – instrumentów muzycznych, obecnych na ekranie, wydających dźwięki i uczestniczących w akcji. „Fortepian”, „Pianistka”, „Pianista”, „Purpurowe skrzypce”, „Blaszany bębenek”... powoływanie się na te tytuły byłoby zbyt oczywiste. Poszukajmy przykładów, które mogą Czytelników zaskoczyć. Te filmy warto obejrzeć nie tylko dla ich treści muzycznej.

Mury Rogera Watersa

110-113 05 2011 01Rock-opera, spektakl, film. Album „The Wall” był już wszystkim, czym może być płyta rockowa. Wciąż jednak przyciąga tłumy, co udowadnia trwająca właśnie trasa koncertowa Rogera Watersa.

Pomysł
Inspiracją „The Wall” nie był ani pomysł na warstwę fabularną dzieła, ani też temat muzyczny. Zaczęło się od obrazu, który pojawił się w wyobraźni Watersa przy okazji trasy Pink Floyd promującej płytę „Animals”. Kluczowe wydarzenie miało miejsce w trakcie koncertu na stadionie olimpijskim w Montrealu 6 lipca 1977 roku. Według relacji, w czasie występu rozwścieczony Waters napluł na jednego z fanów, który urządzał pod sceną awanturę. Zastanawiające, że w trzeciej piosence tego wieczoru („Dogs”) nie kto inny jak sam Waters śpiewał o człowieku,

Yamaha - Brzmienie sukcesu

101-105 05 2011 01Mówi się, że łapanie kilku srok za ogon to kiepski pomysł. Okazuje się jednak, że w Japonii nie tylko nie znają tego powiedzenia, ale potrafią mu także skutecznie zaprzeczyć. Świetnym przykładem wielopłaszczyznowego sukcesu jest rozwój firmy Yamaha, produkującej dziś zarówno motocykle i łodzie patrolowe, jak i fantastyczne fortepiany, flety czy trąbki.

Jej założyciel – Torakusu Yamaha – przyszedł na świat 20 kwietnia 1851 roku na terenie dzisiejszej prefektury Wakayama. Był trzecim synem astronoma i wynalazcy Kounosuke Yamahy. Dzieciństwo upłynęło mu wśród niezwykłych urządzeń i przedmiotów, a ojciec skutecznie wprowadził go w ten świat i zainteresował techniką.