HFM

artykulylista3

 

Płonąca opera w Barcelonie

92-94 03 2010 01Niewiele gmachów operowych na świecie miało takiego pecha jak barceloński Gran Teatre del Liceu. Mimo to budynek nadal stoi, a jego wnętrze zachwyca gości. Na tej scenie od ponad 160 lat wystawiane są opery najsłynniejszych kompozytorów, a na afiszach można odnaleźć nazwiska wielkich gwiazd. Część z nich właśnie tutaj zaczynała karierę.

Początki opery w Barcelonie sięgają 1837 roku, kiedy to powstało towarzystwo Sociedad Dramatica de Aficionados, założone w byłym klasztorze Montesion przez członków narodowej milicji obywatelskiej pod wodzą Manuela Gilberta. Potrzeba zorganizowania w mieście konserwatorium muzycznego sprawiła, że rok później towarzystwo przemianowano na liceum filharmoniczno-dramatyczne imienia królowej Izabeli II. Placówka kształciła muzycznie uczniów oraz organizowała przedstawienia oper, w których występowali wychowankowie liceum. Niedługo później konieczna stała się przeprowadzka.

Polskie filharmonie w pigułce

104-107 04 2010 filharmoniaPodlaskaW popularyzacji muzyki ważną rolę odgrywają filharmonie. Nie wszyscy wiedzą, że mamy ich w Polsce ponad dwadzieścia i że te mniej znane są nierzadko zarządzane lepiej niż te najsłynniejsze.

Według definicji Encyklopedii Muzyki PWM filharmonia to „instytucja lub stowarzyszenie organizujące stałe koncerty symfoniczne, a także gmach służący do realizacji tych zadań. Bujny rozwój filharmonii przypada na wiek XIX; powstały wtedy zrzeszenia filharmoniczne w Lublanie (1794), Petersburgu (1802), Wiedniu (1812) czy Londynie (1813). W USA pierwszym stowarzyszeniem tego rodzaju było The Philharmonic Society of Boston”. Większość filharmonii działa w Polsce jako instytucje finansowane i nadzorowane przez władze samorządowe. Jedynie warszawska, jako narodowa instytucja kultury, podlega bezpośrednio ministrowi. Jest to także najstarsza tego typu placówka w Polsce. Pozostałe powołano w większości po II wojnie światowej.

Pajęcza muzyka

104-106 05 2010 01Spalona słońcem włoska Apulia jest miejscem występowania jednego z najbardziej fascynujących fenomenów kulturowych związanych z muzyką – tarantyzmu.

Miejscowość Nardò, na południu Włoch. Połowa XX wieku, koniec czerwca. Z niedużej izby pewnego domostwa wyniesiono niemal wszystkie meble. Pozostało łóżko z melodramatycznie rozrzuconą pościelą, uniesione z jednej strony, aby ułatwić śpiącej osobie wydostanie się z niego. Obok stoi niewielka komoda, zastawiona obrazami apostołów, z naczyniem z cudowną wodą, zaczerpniętą ze świętej studni z pobliskiego miasteczka. Z kominka zwisa krucyfiks; w kącie ustawiono koszyk na ofiary pieniężne. Pomieszczenie jest przystrojone prześcieradłami i chustami – to one oddzielają tych, których można by nazwać „publicznością” i „artystami”, gdyby dało się zignorować religijno-leczniczy charakter zajścia i traktowało je jako swoisty spektakl. Zgromadzeni pod ścianami ludzie otaczają kręgiem 29-letnią Marię.

Woodstock i Altamont - Lato i zima rockowej kontrkultury

88-91 09 2010 01Prawdopodobnie nic nie stanowi lepszego podsumowania hippisowskiej rewolty lat 60. niż filmowa dokumentacja dwóch przełomowych festiwali muzyki rockowej z 1969 roku.

Rozgrywający się w tle legendarnego koncertu fabularny film Anga Lee „Zdobyć Woodstock” kończy gorzka scena: oto na błotnistym, zaśmieconym pagórku, w miejscu, gdzie niedawno znajdowało się pastwisko, a przez ostatnie trzy dni bawiło kilkaset tysięcy ludzi, główny bohater spotyka organizatora przedsięwzięcia – Michaela Langa. Spytany o najbliższe plany pomysłodawca imprezy odpowiada butnie: „zrobimy coś jeszcze większego! Darmowy koncert The Rolling Stones na Zachodnim Wybrzeżu!”.

Krytyka sukcesu

91-93 10 2010 02Polska kultura muzyczna stopniowo się zmienia. Budują się nowe filharmonie i teatry operowe. Nowe oblicze zyskują muzea, a na afiszach koncertowych przybywa słynnych nazwisk. Szczęśliwi i dumni ze zmian, nie popadajmy jednak w euforię, bowiem to, co początkowo piękne i cenne, może któregoś dnia stać się przyczyną zażenowania.

Wielokrotnie wyrażałem swoje zadowolenie z drogi, na którą w ostatnich latach wstąpiła polska kultura muzyczna. Dziś przyszła jednak pora na racjonalną refleksję i krytyczne podsumowanie. Jak się okazuje, nie wszystko złoto, co się świeci, a projekty, które w założeniu miały być powodem do dumy, coraz częściej wprawiają w zakłopotanie.

O miłości rocka do klasyki

111-113 12 2010 01Od lat twórcy rocka tyleż uparcie co bezskutecznie starają się wkraść w łaski świata muzyki klasycznej.

 

W połowie lat 50. XX wieku rock and roll ukształtował się już w pełnej krasie: miał swoją strukturę, instrumentarium, gwiazdy i przeboje. Miał też własną buntowniczość i wyraźną tożsamość, którą trudno wyrazić prościej niż tytułem piosenki Chucka Berry’ego „Roll Over Beethoven” („Beethovenie, usuń się”). Chociaż Berry prawdopodobnie napisał tę piosenkę, by wyrazić frustrację spowodowaną okupowaniem domowego fortepianu przez ogrywającą utwory Beethovena siostrę, chwytliwe hasło zabrzmiało jak pokoleniowy manifest. A jednak ta zuchwała zaczepka młodziutkiego rock’n’rolla butnie rzucona klasyce nie okazała się stałym wyznacznikiem gatunku.