HFM

artykulylista3

 

Od plastiku ku wolności

76-79 09 2012 01Dopóki będzie się pisać dźwięki do słów, związek muzyki z polityką i religią będzie możliwy. Słowa mogą z muzyków zrobić przywódców rewolucji, mogą też sprawić, że staną się wyklęci przez system i w więzieniach zapłacą zdrowiem za swoje dzieła. Gdy dziś świat przygląda się sprawie Pussy Riot, warto wrócić do historii sprzed 35 lat i przypomnieć skąd wzięła się Karta 77.

Plastic People of the Universe to nazwa wyjątkowej grupy rockowej, której nieprawdopodobna historia jest jednym z przykładów artystycznej wytrwałości. A wszystko zaczęło się, a jakże, za sprawą Beatlesów w połowie lat 60. To wtedy młodzi ludzie z Europy Wschodniej i ZSRR doznali objawienia za sprawą Johna Lennona. Trzymani za żelazną kurtyną przez długie lata polowali na każdy skrawek amerykańskiej wolności, każdy przedmiot, dźwięk czy słowo, które choć na chwilę pomoże im wyrwać się z szarej pustki systemu.

Spotkanie na szczycie - Historia znajomości Milesa Davisa i Jimiego Hendriksa

73-75 09 2012 01Pod koniec lat 60. w Nowym Jorku doszło do spotkania światów jazzu i rocka. Wspólny projekt Milesa Davisa i Jimiego Hendriksa nigdy oficjalnie nie powstał, choć muzycy otarli się o nagranie płyty.

Charles R. Cross, autor biografii Hendriksa pt. „Pokój pełen luster”, opisuje jedno ze spotkań Hendriksa i Davisa. Jego świadkiem był angielski wokalista rockowy, Terry Reid, pomieszkujący przez krótki czas u Jimiego. Któregoś dnia Hendrix rzucił do Reida, że idzie do łazienki i poprosił, żeby otworzył, gdyby w tym czasie ktoś przyszedł. Minęła chwila, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Reid spojrzał przez wizjer i ujrzał w nim ubranego w fioletowy skórzany płaszcz Davisa. Zaskoczony, starał się trzymać fason. Otworzył i zaprosił go do środka. Ten nawet nie drgnął. „Jest Jimi?” – spytał Davis. Reid grzecznie potwierdził. Davis zamiast wejść, złapał za klamkę i zatrzasnął sobie drzwi przed nosem! Wokalista oniemiał i ponownie spojrzał przez wizjer – Miles wciąż tam stał. Otworzył więc ponownie i powtórzył zaproszenie.

Muzyka jak chleb dla igrzysk

67-69 09 2012 04„Raz jeden, no może dwa wzięłam na trening MP3. Raz na rower, a raz na bieganie. Wkurzało mnie, że muszę dostosowywać tempo biegu/jazdy do rytmu w głośnikach. Pewnie źle dobrałam muzę. Ale wcale nie mam czasu ani ochoty siedzieć pół dnia przed kompem i szukać z taktomierzem odpowiednich kawałków, które sobie wgram na godzinę treningu.”
Natalia Dubaj (wielokrotnie nagradzana kolarka górska)

Muzyka, technologia, fizjologia
Amerykanów uprawiających jogging spytano, czy zrezygnowaliby z codziennego biegania, gdyby nie mogli jednocześnie słuchać muzyki. Aż 37 % odpowiedziało twierdząco. Muzyka umila czas spędzany na ćwiczeniach, ale także może je ułatwiać (dyktując odpowiedni rytm ruchów) i usprawniać (wpływając na wydajność organizmu). Już sama czynność słuchania energetyzuje korę mózgową. Dobór muzyki o odpowiednim klimacie i rytmie przekłada się na lepsze dotlenienie krwi. To fakt potwierdzony naukowo. Rosyjski biochemik Aleksiej Kudinow uważa nawet, że słuchanie muzyki przed zawodami (na przykład pływackimi – niemal norma w tej dyscyplinie sportu) powinno być traktowane jak niedozwolony doping.

Feliks Janiewicz - Skrzypcowa ekstraklasa

102-104 07-08 2009 01Mgliste krajowe początki
Na przełomie XVIII i XIX wieku europejską renomę zdobyło liczne grono skrzypków z Polski, np.: Jan Kleczyński, Jan Nepomucen Wański, Joachim Kaczkowski, August Fryderyk Duranowski, Stanisław Serwaczyński. Za najwybitniejszego z nich uznawano Feliksa Janiewicza, a jego sławę i klasę można porównać do, działających nieco później, Karola Lipińskiego i Henryka Wieniawskiego. Większą część swego długiego życia (86 lat) Janiewicz spędził poza krajem, a jednak, choć zawsze podkreślał polskie korzenie, o rodzimych początkach jego biografii wiemy zaskakująco mało. Nie znamy nawet daty dziennej jego narodzin w Wilnie w roku 1762. Nie znalazły potwierdzenia pogłoski, że był nieślubnym dzieckiem. Czy pochodził z rodu szlacheckiego – też nie wiadomo, poza tym, że w późniejszym życiu, już w Anglii, uważano go za szlachcica. Nie wiemy nic o początkach jego edukacji. W wieku 15 lat posiadał profesjonalne umiejętności, pozwalające na pracę w kapeli królewskiej Stanisława Augusta Poniatowskiego – aczkolwiek i ten fakt jest kwestionowany. Siedmioletni pobyt na zamku królewskim dał młodzieńcowi ogładę towarzyską, swobodę poruszania się w najwyższych sferach i przyzwyczaił do wygody. Prawdopodobnie jako stypendysta królewski wyjechał na dalszą naukę do Nancy we Francji, a potem do Wiednia i Włoch. W czasie tych wyjazdów dzielił czas między występy i studia. Pobierał lekcje kompozycji u Haydna (prawdopodobnie), Nardiniego i Pugnaniego. Propagatorką jego talentu była księżna Izabela Czartoryska. Chociaż w wielu źródłach można znaleźć informację, że Mozart dedykował Janiewiczowi Andante na skrzypce i orkiestrę KV 470 (czyli zaginioną wersję drugiej części koncertu skrzypcowego D-dur KV 218), nie sposób tego potwierdzić. Nie ma nawet dowodów, że Janiewicz poznał Mozarta osobiście.

MET - Mekka opery

94-101 07-08 2009 01Występ na jej scenie to marzenie każdego śpiewaka; bez względu na to, czy urodził się w Szwecji, Brazylii czy na Tasmanii. By choć raz ją odwiedzić, melomani biorą kredyty w bankach. Dzięki sprawnemu zarządzaniu i strategicznemu położeniu w czasie nieco ponad 100 lat działalności stała się najważniejszą sceną operową świata. To Metropolitan Opera w Nowym Jorku.

The Metropolitan Opera Association – stowarzyszenie, które ją zbudowało – powstało w roku 1880. Założyli je członkowie bogatych nowojorskich rodzin – Morganów, Rooseveltów, Astorów i Venderbiltów, rozczarowani postawą członków Akademii Muzycznej, którzy nie chcieli dopuścić do swego grona nowych osób. Akademię tworzyła wówczas śmietanka towarzyska miasta, będąca hermetyczną grupą,

Jak co roku w Bayreuth

94-98 09 2009 01Od 133 lat senne bawarskie miasteczko Bayreuth przeżywa każdego lata najazd melomanów, spragnionych kolejnej edycji Festiwalu Wagnerowskiego. Gmach teatru i przyległy do niego park stają się na kilka tygodni muzycznym centrum świata.

Pomysły Wagnera dotyczące reformy teatru operowego nierzadko były tak nowatorskie, że wystawianie jego dzieł na ówczesnych scenach było trudne albo wręcz niemożliwe. Ogromne instrumentarium, gigantyczne scenografie oraz postulat kompozytora, aby publiczność mogła skupić się przede wszystkim na akcji dramatu, nie ułatwiały życia dyrektorom oper. Już w 1850 roku Wagner pisał w liście do Ernsta Kietza: „Szczerze myślę nad przeniesieniem legendy Zygfryda w świat muzyki. Nie mogę się jednak pogodzić ze świadomością,