HFM

artykulylista3

 

102

W czasie II wojny światowej Beyerdynamic zaopatrywał armię niemiecką w słuchawki, mikrofony i inne gadżety, których obecnie używamy do słuchania muzyki i czynności związanych z przyjemnościami bądź komunikacją.

Jakość dźwięku jest dla nas w tej sytuacji wartością dodaną. Niestety, jak wskazują badania okołonaukowe i praktyka, dla przytłaczającej większości – nieistotną. W wielu przypadkach może być ona nawet środkiem do osiągnięcia celu i to niekoniecznie, gdy jest wysoka. Przy okazji powstawania jednego z albumów brytyjskiej legendy rocka przeprowadzono szeroką ankietę. Jako uczestników wybrano młodzież licealną i „wczesnostudiującą”, czyli przewidywanych odbiorców płyty. Dano im do posłuchania fragmenty utworów w trzech rozdzielczościach: najniższej – MP3, w miarę przyzwoitej – plik FLAC oraz wave 24 bity/196 kHz. Przytłaczająca większość wybrała podłą empetrójkę. I tak piosenki poszły w świat, zdobywać serca fanów i rozgłośnie radiowe.

Czemu jest tak tanio?

Może jesteście Państwo zaskoczeni tytułem dzisiejszego felietonu. W przypadku sprzętu grającego ceny wielu urządzeń są bowiem wywindowane do zadziwiających poziomów, a narzekania na drożyznę to już rutyna. Ale jest też i druga strona medalu, czyli ceny zaniżone, na które mało kto narzeka. A przecież tak samo jak kupujący jest stratny, kiedy płaci za drogo, tak i sprzedający nie jest szczęśliwy, gdy otrzymuje zbyt mało.

Zacznijmy od rynku wtórnego. Ceny sprzętu używanego zwykle są przyjmowane dość bezrefleksyjnie, jako owoc rynkowej równowagi popytu i podaży. Przyzwoicie trzymają wartość używane urządzenia cieszące się dobrą opinią wśród audiofilów. Ale kilkuletni sprzęt do kina domowego czy produkty marek słabo wypromowanych tracą na wartości zaskakująco dużo. Przy dokładniejszym sprawdzeniu okazuje się wówczas, że cena jest bardzo niska w zestawieniu z techniczną wartością urządzenia.

Wyznania anachrofila - Mniej znaczy więcej

„Mniej znaczy więcej” – ten oczywisty oksymoron pasjonuje mnie od lat. Jak opisać emocje, używając minimalnej ilości słów? Jak przekazać myśl bez bicia piany? Jak narysować portret, stosując minimalną liczbę kresek?

W naszej kulturze przyjął się zwyczaj i akceptacja gadulstwa. Tolerujemy werbalny barok w wypowiedziach polityków i w komentarzach dziennikarzy. Wielokrotnie słuchałem pustego bełkotu polityka, który po kilku minutach monologu uzmysłowił mi, że nic istotnego nie powiedział. Dlaczego, jeżeli można powiedzieć coś zwięźle, słyszymy często zawiły wywód i werbalne rozwolnienie? Ten zwyczaj ma analogie w myśleniu i projektowaniu sprzętu audio.
Firma Mitsubishi w 1958 roku wyprodukowała szerokopasmowy głośnik z magnesem AlCoNi (10000 gaussów) i nazwała go Diatone P-610D. Był dostępny w dwóch smakach: P-610DA (16-omowy) i P-610DB (8-omowy). Siedmiowatowy przetwornik miał papierową membranę o masie 7 gramów i przenosił pasmo 70- 20000 Hz. Wymagał obudowy bas-refleks, która wspomagała go w niskich oktawach. Jeden wat elektrycznej mocy generował 92 dB. Całkiem dobrze jak na pojedynczy głośnik bez zwrotnicy.

Swojskie flaki kontra Irish Flake

Mogłem tego nie robić. Nie mieć problemu, nie myśleć o zdrowiu w niepokojącej perspektywie. Nie przerywać pasjonującej rozmowy w pubie (wszystko, co przerywane, jest niezdrowe) i wreszcie zaoszczędzić rocznie tyle, że by psa bydlaka uchował.
Nie zaczynałbym dnia od kasłania. Miałbym więcej czasu i byłbym nowoczesny, politycznie poprawny i milej widziany w tak zwanym eleganckim towarzystwie. Ale stało się. Palę.
Pierwszy raz wsadziłem w zęby papierosa w wieku lat 19. Późno. Niektórzy koledzy zaczynali już w podstawówce, a ja patrzyłem na nich, jak na żuli. Byłem wrogiem tytoniowego smrodu i nie rozumiałem, o co w tym chodzi. Najlepiej, jakby tak pozostało, więc jeżeli ktoś z Was nie pali, mam najlepszą radę – nie zaczynać. Później już nie ma odwrotu. Oczywiście, można rzucić, ale to tak jak z emigracją – tęsknota zostaje.

Opera Narodowa – Wspomnienie minionych czasów

81 02 2011 01Opera Narodowa w Warszawie to nie tylko największa scena operowa świata, to także najdroższa instytucja kulturalna w kraju, dysponująca budżetem liczonym w milionach złotych. Za publiczne pieniądze realizuje się premiery i tworzy repertuar dla wszystkich miłośników opery. Pytanie, czy dziś ten repertuar naprawdę jest dla wszystkich?

Niedawno, robiąc porządki w piwnicy, natknąłem się na zbiór programów operowych, które skrzętnie zbierałem jako nieopierzony meloman, chodząc regularnie do Teatru Wielkiego praktycznie na wszystko, co wtedy grano. Swoje pierwsze w życiu przedstawienie – „Cyrulika sewilskiego” – zobaczyłem 14 marca 1993 roku. W ciągu kilku lat obejrzałem potem ponad dwadzieścia oper, baletów i musicali, zrealizowanych na narodowej scenie. Były to czasy rządów Sławomira Pietrasa, zanim jeszcze trafił do Poznania. Nie wszystko pamiętam dokładnie, jakby nie patrzeć to już niemal 20 lat, ale ogólny wniosek wydaje się jasny – wtedy było ciekawiej. Nawet jeśli wystawienia nie zaskakiwały

Polacy mniej tankują

80 05 2012Korzystając z wiosny przechadzałem się po mieście, myśląc o nowym felietonie. Myśli w głowie przewalały się leniwie, błądząc gdzieś pomiędzy kupnem nowej płyty a nowej butelki whisky.

 

Życie hajfajowe ostatnio mniej mnie rozpieszczało, darząc jedynie kolejnymi przetwornikami c/a. Testowanie tego rodzaju sprzętu jest ciekawe, bo to jednak nowy dźwięk, ale zawsze więcej zabawy jest z nowym gramofonem. Duże toto, zwykle błyszczące, ma mnóstwo części i łatwo można się pomylić albo zgubić jakąś śrubkę. Człowiek ucheta się jak muł, ale zwykle coś z tego ma. Z drugiej strony, wylądowały u mnie dwa naprawdę fajne przetworniki, oba w podobnej średniej cenie i oba, zaskakująco, holenderskie. Może i nie ma w tym nic dziwnego, Holandia usiana jest inżynierami, którzy zwykle praktykowali u Philipsa, zatem cyfrowy sprzęt z tego kraju zwykle ma dużo do pokazania. Ale jakoś brakowało nastroju.