HFM

artykulylista3

 

Zanim zaczniecie czytać

Test słuchawek, który macie przed oczami, przekazujemy z zadowoleniem, ponieważ dołożyliśmy wszelkich starań, aby był przeprowadzony rzetelnie, jak najbardziej obiektywnie (choć każda opinia jest przecież subiektywna) i na bazie doświadczeń redakcji miesięcznika „Hi-Fi i Muzyka”, działającego od 1995 roku.

Zespół dokonujący odsłuchów składał się z trzech osób, chociaż były też brane pod uwagę opinie innych autorów, na stałe współpracujących z tytułem. Kompendium powstało na bazie kilkumiesięcznych testów, wykonanych w przemyślany i starannie przygotowany sposób.
Wszystkie słuchawki były traktowane demokratycznie, to znaczy – nie wyodrębnialiśmy tanich, drogich, dousznych, nausznych oraz zamkniętych i otwartych. Dlatego też nie pozostaliśmy przy zaleceniach producentów, choć braliśmy je zawsze pod uwagę. Na podziały znaleźliśmy miejsce dopiero w rankingu.

Nowe rozdanie

Jeśli wziąć pod uwagę, że „gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania”, trudno się dziwić, że i co do kryzysu zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że dusi nas jak ta lala, i że to, co uważamy za wiosenną ruń zieloną, to wywalony agonalnie język Polski, a dlatego zielony, że agonia miała miejsce już dość dawno temu.

Inni (zwłaszcza ci, co mieli przyjemność z musu być partycypantami wdrażania kolejnych etapów tzw. reformy gospodarczej w latach 80.) twierdzą, że tym pierwszym w głowach się przewróciło i że w istocie żyjemy w umiarkowanym, ale jednak dobrobycie. Oczywiście, na co dzień interesują nas te kwestie ogromnie, ale przecież nie raz w miesiącu, gdy ukazuje się numer naszego magazynu. W tym dniu interesuje wszystkich w Polsce głównie tematyka hi-fi. Taki jest nasz wpływ na opinię publiczną.
Jak się zatem mają te kryzysy-niekryzysy do produkcji i rynku hi-fi w Polsce i jak tym negatywnym zjawiskom zaradzić? Produkcja sprzętu stereo w Polsce jest trochę dziwna.

Muzak

Piątego lutego 2013 roku znikła z rynku marka Muzak, należąca obecnie do Mood Media (Concord, Ontario). Firma Mood Media kupiła Muzaka, by zintegrować rynek produktów mających bezpośredni wpływ na zmysły: zapachy rozpylane w publicznych miejscach (nie toaletach), obrazy oraz muzykę funkcjonalną.

Z jednej strony, ma to na celu zamknięcie klienta w kokonie bodźców ułatwiających kupno nowego, modnego, wyrafinowanego, niech szlag trafi koleżankę, bez którego życie nie ma sensu, produktu. Z drugiej – to alternatywny środek motywacji pracownika, by działał bardziej wydajnie, nie czując zmęczenia lub senności, mobilizując skupienie w czasie wykonywania rutynowej pracy. By trafić na różne rynki, konieczna jest rozmaitość komercyjnych produktów dźwiękowych. Istnieją więc tapety muzyczne przeznaczone dla szpitali, hoteli, lotnisk, fabryk, restauracji, barów, biur, etc.
Muzak był firmą założoną w 1934 roku, oferującą „muzykę” odtwarzaną w windach, sklepach i centrach handlowych – tapety akustyczne rozpinane pomiędzy muzyką a ciszą. Miały one wspaniałą cechę: wchodziły jednym uchem, a wychodziły drugim.

Dziennik

W deszczowy piątek redaktor naczelny pewnego znanego pisma dla ludzi, co słyszą kable, odwiedził pewnego dystrybutora sprzętu dla niebiednych. Najpierw w ramach szorstkiej, męskiej przyjaźni wymienili uprzejmości z gatunku: „Powiedziałbym ci, że przytyłeś, ale obawiam się riposty”, a potem oglądali razem nowe Thiele CS 1.7 i cmokaniom nie było końca.

Sobotnim popołudniem redaktor naczelny pewnego pisma dla ludzi, którzy oczyszczają prąd do słuchania złotych płyt, siedział naburmuszony. Nie podobały mu się słuchawki, w których miał właśnie zamiar uciąć sobie podszytą muzycznym podkładem drzemkę po obiedzie, złożonym z placków ziemniaczanych ze śmietaną i wina kupionego w Lidlu za 14,90 zł. W końcu mruknął pod nosem: „Niech tam” i udał się do komórki lokatorskiej. Za chwilę zaczęły stamtąd dochodzić hałasy i smród nadpalonej gumy. Po dobrej godzinie zmagań redaktor zasiadł w swoim fotelu ze sztucznej skóry, włączył telewizor i siarczyście zaklął. Bo cóż z tego, że nowe słuchawki gotowe, kiedy przegapił „Familiadę” i nie będzie miał dowcipu na nadchodzący tydzień.

W maju jak w gaju

Pogoda dookoła coraz ładniejsza, więc warto założyć krótsze portki, pojechać do lasu i wyłączyć wszystkie urządzenia elektroniczne, jakie przyjdą do głowy.

Po pierwsze: komórka. Owszem, jest możliwe, że zadzwoni ktoś znajomy w całkowicie prywatnej sprawie. Jednak czasem wystarczy jeden telefon „firmowy”, żeby zburzyć resztki psychicznej równowagi. A to jakiś bałwan, zwany dumnie dystrybutorem, unika zapłacenia faktury (kiedyś sobie obiecałem, że wydrukuję w tym miejscu listę), a to się komuś test nie spodobał, bo autor napisał, że urządzenie chińskie albo że szumi na jałowym biegu. Ta ostatnia sytuacja staje się powoli kuriozalna. Zbieranie urządzeń do testu to droga przez mękę, a raczej slalom na golasa miedzy kaktusami. Kiedyś padało „wie pan, żeby tak jakoś nie zjeżdżać, jak się nie podoba, to oddać”. Teraz test, jeżeli nie jest jednoznacznie entuzjastyczny, to nadaje się do kosza, bo nie pomaga. A ja się zapytam, tak na marginesie: a czy ja jestem Caritas i mam pomagać biednym dystrybutorom, co chleb smalcem smarują, bo ich już na mortadelę nie stać? Coraz częściej też słyszę, że coś jest napisane nie tak. I nasuwa mi się kolejne pytanie: a co panowie dystrybutorzy, robiliście doktorat z polonistyki, żeby recenzować testy? Chciałbym przeczytać teksty tych, co są zawsze pierwsi do oceny. Ciekaw jestem, czy potrafią się jako tako wysłowić na papierze „po polskiemu”, bo „po gadce” to jakoś mi nie bardzo entuzjastyczne prognozy wychodzą.

Z głowy czyli z niczego

Właśnie zadzwonił Jacek z informacją, że potrzebny jest felieton, dzisiaj, najlepiej w godzinach pracy. Jak wiadomo, takie postawienie zadania niezwykle mobilizuje, przynajmniej niektórych. Inni natomiast, stając wobec konieczności napisania czegoś inteligentnego w pół godziny, natychmiast tracą dar wiązania słów. Mam nadzieję, że należę do pierwszej grupy, a zatem do dzieła.

O czym napisać? Można by o Świętach, które w momencie ukazania się numeru będziemy już mieli za sobą. Jeśli chodzi o mnie, to im szybciej, tym lepiej. Białe święta to piękna sprawa, ale w starym przeboju Binga Crosby nie chodziło chyba o Wielkanoc? Ktoś na górze poważnie się pomylił. Kiedy parę dni temu montowałem lampy w testowanym wzmacniaczu (wielkie monobloki na 211), musiałem odstawić całość na godzinę, bo bałem się, że po włączeniu prądu przemrożone bańki strzelą mi odłamkami po pokoju. Wiosna pełną gębą… Świat jest chyba przeciw audiofilom.